„Boirc i la capucinc, Cest boire pauvremcnt. Boire a la cclestine. Cesi boire largement. Boirc a la jacobinc, Cest chopine a chopine. Mais boirc en cordelicr. Cest vider le cellier.
31, Dionizos, bóg wina. podąża prze świat czara altycka i ok. 500 r. p.n.e
Wydaje się wręcz prawidłowe (co nie znaczy chwalebne), że w miarę starzenia się reformy odchodzono coraz dalej od jej założeń. Pod koniec XIV wieku mnisi z opactwa benedyktyńskiego SaintPierredeBeze (tego samego, które miało kłopoty po pożarze i nieszczęśliwie Utraciło winnicę) otrzymywali po pół litra wina dziennie, od święta po litrze, a więc odpowiednio dwie i cztery heminy. W 1389 roku odprawiono uroczyste nabożeństwo za zmarłych w owym roku zakonników. Z tej okazji opat wydał obiad, podczas którego każdy z biesiadników otrzymał cztery pinty wina do posiłku, tj. około litra! Również w XIV wieku zakonnicy austriaccy pijali od dwóch do czterech litrów wina dziennie. Prawdą jest. że brak wzmianek o domaganiu się przez mnichów mleka; lecz zawsze, gdy mowa o remedium, chodzi o wino.
Zapewne niektóre utyskiwania zakonników były uzasadnione. Na pewno nie uszczęśliwiło ich powszechnie praktykowane mieszanie wina z wodą. Tylko z okazji świąt podawano wino czyste, o którym powiadano, że jest „bez despotyzmu". Było tego „despotyzmu" niekiedy zbyt wiele. Decyzją kapituły słynnego klasztoru MontSaintMichel polecono piwniczym, by nie mieszali nadmiernie wina z wodą pod pretekstem, iż mają za wielu braci do wyżywienia. Również w Cluny w początkowym okresie po reformie nie rozbałamucano zakonników nadmiarem wina, i to do tego stopnia, że nawet wizytatorzy wyrażali obawy, iż przydzielane porcjenie wystarczą do podnoszenia wiary i podołania pracom 5. Pierwotnie w Cluny jeden pinton (pól kwarty) przypadał na dwóch braciszków. Ponieważ jednak okazało się, że w dnie świąteczne wielu przebywało poza klasztorem, zmieniono ów system i podawano wino w naczyniach każdemu oddzielnie. Prosty mnich, brat serwitor, konwers otrzymywał do posiłku tżw. justę, przeor klasztoru — porcję podwójną, zaś dygnitarze, opaci zapewne już do śniadania wypijali tyle, ile sobie życzyli. Po wypełnieniu rannych obowiązków zakonnicy otrzymywali lekki posiłek, który składał się z chleba i wina (w regionach, w których z winem, mimo wszelkich starań, było kiepsko, pijano piwo; w średniowieczu nie zdawano sobie sprawy, że zarówno wino, jak i świeżo warzone piwo jest bogatym źródłem witamin). Z kolei u schyłku dnia, po wieczornej lekturze, podawano pajdę chleba i szklankę wina (lub kufel piwa). Wino (piwo) podawano także do zasadniczego posiłku. Naczynie, którym odmierzano każdemu należną porcję, nosiło nazwę justice, justa, juste — co znaczy dokładnie, sprawiedliwie, należnie. Trzeba sobie, oczywiście, zdawać sprawę, że nawet w obrębie jednej kongregacji, gdzie dostęp do wina byl w zasadzie jednakowy, istniały różnice w ilości i sposobie podawania wina, uzależnione od wielu czynników, takich jak stan zapasów, surowość przełożonych itp. W zimnych, kamiennych klasztorach, domach zakonnych średniowiecza, byl zwyczaj popijania zimą ciepłego wina. Wkładano do wina rozżarzony do białości pogrzebacz albo w refektarzu dolewano gorącej wody czy też umieszczano naczynie z winem bezpośrednio nad ogniem i podgrzewano je. Bywało, że dodawano też trochę cynamonu i cukru, i w ten sposób powstawała mieszanina zwana biskupem. Od posadzki ciągnęło —jakże wówczas musiał smakować taki biskup z kawałkiem przypieczonego chleba! Tego przecież nie zabraniała nawet najbardziej surowa reguła zakonna. Tak jest, mnisi dokonali wynalazku chrupiącej, rumianej grzanki.“(10)
Przechowywanie żywności |Przeczytaj |